Menu

Świat zielonych oczu...

Moje własne przemyślenia na różne tematy i dziedziny życia. Jak w pełnym zła świata odnajduje się była samotna matka i aktualna dziewczyna marynarza.

Sąd, tęsknota, egoistyczna materialistka, matka robot, czyli moja codzienna codzienność.

pannazzamorza

"Jestem w trakcie najgorszego tygodnia w moim życiu, środek sesji, miliony projektów, egzaminy, kolokwia i inne zaliczenia do tego mały człowiek przeżywający kolejnego zęba i próby stania okupione licznymi upadkami. Brak siły, zmęczenie i nerwowość to są cechy, które towarzyszą mi w tym tygodniu. Patrzę na stos notatek i aż mnie ściska w żołądku. Dlaczego? A może to wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady? Ale nie. Bo ja kocham studia, uwielbiam psychologię i to jak powoli uczę się rozumieć i pomagać ludziom. " 

To napisałam zaledwie dwa tygodnie temu. Stres zmienił się w irytację. Sama nie wiem czego dokładnie dotyczy tego ,że czasami brakuje mi siły, motywacji czy po prostu wolności. 

Nie nie żałuję, że jestem mamą Małego człowieka, nie żałuję, że wszystko się tak potoczyło, nie żałuję, że przeżyłam to co przeżyłam.  Gdybym mogła cofnąć czas, gdyby to było możliwe, nigdy nie zrezygnowałabym z przyjaciół i nie pozwoliłabym temu człowiekowi być przy Małym człowieku, ani sekundy. Nie dlatego, że jestem "wściekła" i "rozgoryczona" tylko i wyłącznie dlatego, że Ten człowiek nie potrafi robić nic innego jak tylko oceniać. Co może wiedzieć o moim dziecku facet, który widział go przez okres prawie 7 miesięcy zaledwie sześć razy, i to przez kilka godzin? Czy taki człowiek może mi prawić morały na temat mojej opieki nad Małym człowiekiem ? Czy to on znosi ząbkowanie, wstawanie w nocy, choroby czy pierwsze upadki? Czy jest przy tym jak Mały człowiek nie może zasnąć, czy może, gdy jest nie do odłożenia? Oczywiście, że nie. Oceniać negatywnie jest łatwo, tak jak pobyć z dzieckiem trzy godzinki raz w miesiącu, super zabawa, tylko, że dziecko to nie maskotka i bycie z nim trzy godziny to jak kropla w morzu. 

Miałam więcej o tym nie pisać, zapomnieć, zamieść pod dywan i nigdy nie wymiatać. Chciałam ułożyć sobie nowe lepsze życie, z nowym lepszym facetem. Czy chciałam za wiele? Oczywiście, że nie bo każdy na to zasługuje (no prawie każdy:P). Ale oczywiście gdy człowiek pragnie zapomnieć o przeszłości ta przeszłość wychodzi i wpycha swoje brudne łapska między drzwi. Tak było i ze mną. 

Od tego człowieka dowiedziałam się, że jestem materialistyczną egoistką. Hit sezonu 2018. 

Dziewczyna, która była wolontariuszką prawie wszędzie gdzie się dało, potencjalny dawca szpiku, dziewczyna, która nie raz walczyła z egoizmem innych ludzi, przez dwa lata wegetarianka, rok weganka ( zerwałam z tym wyłącznie przez problemy zdrowotne ), dziewczyna z duszą na ramieniu. Mogłabym usłyszeć wszystko, ale nie to, że jestem egoistką. Zostałam z dwumiesięcznym dzieckiem, całkiem sama, bo jakaś głupia zdzira postanowiła sobie zabrać dziecku ojca  (na zdrowie tępa szmato!), i po mimo tego, że całe swoje życie musiałam przestawić i z wielu rzeczy zrezygnować to jestem nazywana egoistką. Ale przez kogo.? 

Przez faceta, który mnie zdradził, który nie interesuje się dzieckiem prawie wcale, który zostawił mnie z małym dzieckiem dla jakiejś "kobiety". Dla typa, który ma w dupie to czy dziecko jest chore czy zdrowe, to czy pójdzie na szczepienie czy nie pójdzie, którego nie interesuje nic poza jego giereczkami, tępą dupą i wakacjami pod palmami. 

Szczerze jeżeli ja jestem egoistką to chciałabym, żeby takich egoistów było więcej. 

Dowiedziałam się, że jestem też materialistką. Ależ oczywiście. Wiele razy odmawiałam przyjęcia  pomocy od innych, jak już mam kogoś o coś prosić to aż mnie trzęsie. A gdybym wygrała większą sumę pieniędzy to połowę oddałabym na chore dzieci, bo to dla mnie ważniejsze niż jakieś nowe auto czy willa z basenem.  Nie raz sobie odmawiałam wielu rzeczy, żeby moje dziecko miało wszystko co dla niego dobre. Nie umiem obojętnie przejść obok ludzi, którzy stoją na ulicy i proszą o datki, chociaż większość z nich to oszuści to i tak rozmiękczają moje serce. Nigdy nie uważałam siebie za materialistkę, raczej chyba za marzycielską altruistkę. 

A oczywiście kto mi to zarzucił ? Facet, który zastanawiał się czy kupić dziecku krople na kolki bo za drogie, facet który wolał kupić sobie nową grę niż coś dla dziecka. Facet dla którego wakacje są ważniejsze niż Mały człowiek. 

Łatwo jest oceniać negatywnie, niewiedząc o dziecku kompletnie nic. Tatuś roku. Po prostu szkoda słów. 

Dzisiaj miałam sprawę w sądzie kolejną sprawę odroczoną przez tego człowieka. Chyba nikim tak bardzo nie gardzę jak nim. 

Ja dziewczyna przepełniona empatią, zawsze miła dla ludzi, teraz jestem po prostu przepełniona obrzydzeniem do tego człowieka. 

Stałam na tym korytarzu, czekając na to żeby w końcu zakończyć ten pieprzony rozdział, ale nie. Bo przecież jaśnie pan książę nawet adwokata nie umie sobie wziąć normalnego, tylko takiego co nie umie się wstawić na sprawę. 

Byłam wściekła. Musiałam popieprzać do Stargardu, załatwić opiekę nad małym człowiekiem, zrezygnować ze spraw na uczelni, wyłącznie dlatego żeby odesłali mnie z kwitkiem. Po prostu śmiech na sali. 

I co ja mogłam zrobić? Oczywiście, że nic bo to nie ja jestem wysokim sądem. Niestety. Bo jakbym była to został by pojechany od góry do dołu. 

Hmm.... Pomyślicie, że jestem wredna, ale widziałam w jego oczach strach, zmieszanie, obawę. Był przerażony jak mały pisklaczek, a ja napawałam się tą chwilą, chciałam, żeby trwała wiecznie. Za urażenie mojej dumy, za te "mądre" frazesy do mnie wypisywane, za krzywdę małego człowieka. Za to, że nie może mieć jeszcze normalnej rodziny. 

Chcę zamknąć ten rozdział raz na zawsze, zatrzasnąć drzwi i wykopać tego człowieka z mojego życia. Czy na to nie zasługuje ? 

Czy sądy i inne instytucje muszą robić mi pod górkę? To ja jestem w tej sprawie pokrzywdzona. To ja zostałam z małym dzieckiem na lodzie. Czy tylko ja to zauważam? Do jasnej cholery, aż się we mnie gotuje. To ja muszę wszystko przestawiać, błagać ludzi o pomoc i to ja zostaję oblana zimną wodą. Bo co ? 

Bo facet, który ma w dupie Słupski sąd, sam stwierdził, że na "moje zachcianki nie będzie jeździł do Słupska", ma odraczaną sprawę bo nie jest gotowy do przesłuchania bez adwokata.Tak? A był gotowy zdradzić mnie z tą szmatą ? Był gotowy psychicznie, żeby się z nią pieprzyć a mnie okłamywać ? 

A teraz nagle taki słaby psychicznie. Oj jojoj. Bym mu zrobiła terapię. Ha ha ha. Nie no żarcik. Ja to ewentualnie, mogłabym patrzeć jak dalej prawie płacze z przerażenia. 

Nie mam pojęcia jak mogłam być z takim kimś, chyba oczy mi się wypaliły, albo mózg zlasował bo inaczej tego nazwać nie można. 

Dobra, koniec o palancie. 

Opowiem co u mnie bo dawno mnie tu nie było. Mały człowiek był chory, przechodził skok rozwojowy i idące zęby. Czyli armagedon. Marudzenie, płacz, wycie i krzyk. Mata zła. Łóżeczko złe. Wózek zły. Bajki złe. Jedyne co dobre to rączki mamusi. Mój kręgosłup zmarł nosząc non stop 11 kilogramów.

Ja też jestem chora, ale kto by się przejmował matką. Przecież matka a tym bardziej samotna to robokob, zaprogramowany do kupek, zupek i opieki. Przecież samotna matka musi sprzątać, gotować, prać, prasować, studiować, pracować i jeszcze 24 godziny na dobę zajmować się dzieckiem. No bo przecież nie może tak jak jaśnie pan" tatuś " obejrzeć sobie filmu, spać do 11ej (marzenie ścietej głowy :P), wybrać się na wakacje czy chociażby do kina. Samotna matka ma prawo milczeć. No chyba nie doczekanie!

Bo po mimo tego, że robię to prawie wszystko to i tak jaśnie pan "tatuś" ma do mnie pretensje. Sama już szczerze nie wiem o co. Próbuje cały swój dysonans, całą swoją winę przenieść na mnie. Niedługo będzie mówił, że to ja go zdradziłam, a nie on mnie. :P 

Tak jestem samotną matką. Bo co ma to do tego, że jestem z kimś w związku. To nie jest małżeństwo, ani wspólne mieszkanie. To bycie razem i tyle. Zresztą E. jest ze mną a nie z małym człowiekiem. Czasami popilnuje go, ale to nie zmienia faktu, że to ja jestem z małym człowiekiem cały czas. To na mnie spadł 100% obowiązek opieki, zajmowania się i wytrzymywania każdego kolejnego ciężaru spadającego na moje barki. Czasami mam dość. Czasami nie daję rady. Marzę o gorącej kąpieli, świecach i długiej randce. Ale co ja mogę? Nie mam na nic czasu. Mały człowiek jest ze mną wszędzie i zawsze. Gdy się uczę, gdy gotuję, gdy czytam, gdy oglądam film, gdy idę na spacer. Chyba tylko w łazience ze mną nie jest. Ale to pewnie kwestia czasu. Czasami chyba brakuje mi chwili samotności, wyjścia w nocy na zewnątrz i wdychania tego przyjemnego zimnego powietrza. 

Tak bardzo uwielbiałam to robić. Uwielbiałam zamknąć wszystko za sobą i iść przed siebie nie myśląc o niczym. Kochałam tańczyć w Hormonie i uśmiechać się do facetów, którzy nie mieli u mnie szans. 

Kocham mojego syna nad życie, ale dopiero teraz twierdzę, że byłam za młoda na to wszystko. Potrzebowałam jeszcze pożyć, pooddychać tą nocą, dotlenić płuca, żeby teraz nie gubić oddechu. 

Jestem matką, samotną matką, ale kiedyś byłam kobietą, kiedyś byłam tą tańczącą dziewczyną z uśmiechem od ucha do ucha, tą flirciarą, która z przyjaciółką znikała bez pożegnania. Czasami brakuje mi tej wariatki, która żegnała facetów słowem "NARA", tej szalonej dziewczyny, która gadała o Freudzie w klubie i tej małej dziewczynki, która biegła z każdym problemem do tatusia. 

Dorosłość jest ciężka, trudna i wkurzająca. Nauczę mojego syna cieszyć się młodością jak najdłużej.

 

© Świat zielonych oczu...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci